Poniekąd dawno tu byłam. Faktycznie, to już prawie miesiąc. Czy coś się zmieniło? Nie sądzę. No dobra. Może jestem trochę weselsza i pogodniejsza, słucham więcej k-pop'u i chcę tańczyć, wyobrażając sobie, że kiedyś odwiedzę Japonię, bądź Koreę Południową albo zwiedzę oba te kraje. Mimo wszystko nadal nie zmienia to faktu, że przez cały czas nie jest kolorowo. Jednak siedzi we mnie ten zamulony człowiek, który lubi słuchać przykrych i dołujących piosenek, które tylko bardziej pogłębiają mój tragicznie ponury, posępny humor i charakter. Od tego nie da się uwolnić, jak bardzo byś człowieku nie próbował. Zdałam sobie z tego sprawę, dlatego nie ma co się siłować i robić z siebie na siłę zabawną i optymistyczną panienkę. Jeśli chcę być w tej chwili szczęśliwa to będę, od tak, po prostu. Jeśli będę miała ochotę posiedzieć na łóżku w ciemnym pokoju to zrobię to, bez względu na to, że słońce świeci, pogoda jest piękna, a na świecie panuje pokój i miłość. Dlatego dzisiaj zaszyję się w mroku rozpamiętując przeszłość, zamartwiając się przyszłością i ubolewać nad teraźniejszością. Zdaję sobie sprawę z tego, że już wiele razy powtarzałam "koniec z ciemną strona mocy", ale taki chyba mam charakter. Chaotyczny, niezdecydowany, dopasowujący się wedle własnych kryteriów nie patrząc na nic i na nikogo. Tak jest chyba dla mnie wygodniej i taka chyba mnie zaakceptowano, bynajmniej tak mi się wydaje. Cóż poradzić - ilu ludzi, tyle osobowości i to nigdy się nie zmieni.
Dlatego pozwolę sobie dzisiaj na rozmazany tusz, opryskliwe uwagi i smutne piosenki. Następnym razem napiszę, jakie to życie jest piękne, zobaczycie. Jestem tak nudnie przewidywalna...