piątek, 29 czerwca 2012

Waćpanna zdała

Jak w tytule: zdałam maturę, którą zawaliłam w tamtym roku. Jestem kołkiem, cóż poradzić. Niestety, wypadki i pech chodzą po ludziach, więc przylazł i do mnie, no bo jakby inaczej? Ten stres, to czekanie! Kłębiące się myśli typu: "Cholera jasna, dlaczego wyniki dopiero o 11:00, no pytam dlaczego?!" albo "Jezu słodziutki, nie zdam.". Kiedy W KOŃCU mogłam dojść do stolika z listą osób, które zdały, przeglądałam tych kilka kartek i na żadnej nie widniało "Diana Dominika D." Wpadła ostatnia z kartek w moje łapy, a tam? A tam na trzeciej pozycji ja. Zapytałam kobietę stojącą obok, czy tu jest napisane to i to i czy ta osoba zdała. Jej odpowiedź była oczywista, więc moja radość była nieskończona i nad wyraz przesadna. Podpis, papierek i niczym młoda sarna wybiegłam ze szkoły rzucając się z radości na kolegów i uśmiechając się od ucha do ucha. Potem telefony, rozmowy, płacz szczęścia i... I koniec euforii. Wróciłam na ziemię, zdjęłam różowe okulary i przyodziałam swój naturalny wyraz twarzy, który wyraża zazwyczaj politowanie nad światem. W mojej głowie zaczęły kłębić się myśli typu na jakie studia się dostanę, czy ten jeden krok, który właśnie zrobiłam przybliża mnie choć odrobinę do marzeń, czy wybrałam odpowiednią drogę. Żal mi siebie, że po takich przeżyciach i udrękach nie potrafię nawet cieszyć się przez ten jeden dzień pełnią serca. Nie mówię o ciągłym chodzeniu z bananem na ryjku, ale niech chociaż będzie widać tę iskierkę szczęścia w oczach, jak przy kupnie nowego lakieru do paznokci. Cóż za porównanie: lakiery do paznokci i matura. Diana, litości.
Jak widzicie powróciłam do normalności. Radosny nastrój i euforia ni jak nie pasują do mnie. Nie widzę siebie w roli pozytywnie zakręconej. Stokroć bardziej wolę szarość, niepokój, tajemnicę, które są cholernie interesujące.
Życzcie mi powodzenia, a jeśli nie chcecie mojego dobra, to nic, poradzę sobie bez Was. Buziaczki :*.

Zapomniałabym o najważniejszym. Dzisiaj w drodze do miasta po wyniki towarzyszyła mi jedna piosenka, która ostatnimi czasy porywa mnie do baunsowania i wygibasów przed komputerem na środku pokoju.

Dance!

środa, 27 czerwca 2012

Na dnie

Moje głęboko prawdziwe ja siedzące gdzieś na dnie serca przebudziło się i ostatnio coś mamrocze nieznośnie. Zamknij mordkę, proszę bo niszczysz mi ostoję spokoju i pokoju. Naprawdę ciężko jest zacząć wszystko od nowa. Ja muszę to zrobić... Ale jak powrócić do żywych?





piątek, 22 czerwca 2012

Od tak sobie po swojemu

Witam i kłaniam się nisko.
Ostatnimi czasy jest dość pochmurnie w każdym znaczeniu tego słowa. Zbliżają się wyniki matury, stres, bóle żołądka, brak chęci do życiu, kiedy się o tym myśli. Jasna cholera, później będzie jeszcze gorzej. Jedyną pociechą, która odgania troski są kociątka, które Jagna wydała na świat: Kwinto, Klocia, Brydzia i Petunia. Piękne, słodkie białe kociaki. Jeśli przyjdzie ten moment (a przyjdzie na pewno), kiedy będę musiała się z nimi pożegnać zapewne rozpłacze się i powiem, że one nie opuszczą tego domu. Nędzna i płaczliwa strona mnie obudzi się wtedy na 100%. Jak twierdzi moja rodzina, do zwierząt żywię więcej ciepłych uczuć, niż do ludzi. W sumie prawda, nie ukrywam tego.
Ah! Zapomniałabym. Od dzisiaj jestem szczęśliwą posiadaczką trzech rybek: Sebastiana, Clarabell i Wictorici. Patrzenie na nie uspakaja.
Tym akcentem kończę post o niczym i zabieram się za pisanie o dalszych przygodach Chiki, idealnego przewodniczącego i ich przyjaciół. Cieszę się, że kiedy czytam siostrze o następnych perypetiach bohaterów, mogę ujrzeć uśmiech lub usłyszeć jej śmiech. O to mi chodziło. W końcu chciałam, by czytelnicy uśmiechali się czytając moje historyjki :)

piątek, 15 czerwca 2012

Fałsz, czy prawda?

Poniekąd czytając moje notki, odczuwa się smutek płynący z moich słów. Czy to smutek? Szczerze, nie widzę tu ani grama smutku. Powiedziałabym raczej, że prawdę, jaka teraz otacza mnie na co dzień. Może i nie jestem ostatnio najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, ale ja nigdy nie jestem do końca szczęśliwa. Zawsze jest coś, co oddala mnie od stuprocentowej radości z życia. Jestem do wszystkiego sceptycznie nastawiona, nigdy nie wymagam zbyt wiele od innych bo wiem, jak wszystko się skończy, że mój końcowy wyraz twarzy przyodzieje kąciku ust skierowane ku dołowi i te puste oczy, których tak bardzo nie lubią inni. Nie jestem smutna. Jestem po prostu sobą. Nie udaje uśmiechu, nie witam nowego dnia z okrzykiem radości, jedyne co czyni mnie w jakimś procencie optymistką jest radość z małych rzeczy. Jeśli kiedyś będziecie chcieli zobaczyć mnie naprawdę uradowaną, kupcie mi lakier do paznokci, najlepiej niebieski, albo fioletowy. Tych kolorów nigdy za wiele.
Do niedawna zastanawiałam się, która ja jest prawdziwa. Ta wieczna optymistka szukająca szczęścia po kątach i w ludziach, czy posępna i czarna postać mnie, od której bije ciężka aura. Szczerze, ciężko jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony mam czasami dosyć ciągłego patrzenia na świat poprzez pryzmat niechęci i politowania, ale z drugiej strony, gdy jestem zbyt szczęśliwa, mam dość tego ciągłego skakania ponad chmury i łapania za tęczę. Czy to nie brzmi dziwnie? Mieć dosyć radości? Mogłabym nauczyć się patrzenia obojętnie na wszystko, co mnie otacza, ale czy to nie byłoby okrutne? Czy nie stałabym się wtedy egoistką, która żyłaby znieczulicą? Czy to nie byłoby wstrętne? Nie potępiam innych ludzi za takie jestestwo, ponieważ stali się tacy z własnej woli, ale ja nie widzę siebie w takiej roli, jako człowieka. Choć nie jestem dumna z bycia człowiekiem i nie lubię ludzi, nie potrafiłaby przejść obok, nie patrząc nawet na ich potrzeby. Mam serce, choć jest chłodne i niedostępne. Jestem ciekawa, ile jeszcze czasu upłynie, aż odnajdę te prawdziwą siebie, którą zaakceptuję w całości. Jestem ciekawa, czy z takiej mnie będę zadowolona, czy nie będę chować do siebie urazy. Jestem ciekawa, co będzie musiało się wydarzyć, by coś takie miało prawo bytu.

Tu macie mój pierwszy "portret". Siostra miała za mało czasu na rysowanie, więc poprosiła swoją dobroduszną straszą o pomoc, czyli mnie.

środa, 13 czerwca 2012


Nie powiem Wam nic. Nie będę się wymądrzać, ani prawić morałów. Ostatnio nękają mnie koszmary, ciężkie do przetrawienia i przykre sny. Ostatnio obudziłam się ze łzami w oczach i ogromnym strachem, kołaczącym się sercem. To przez nieustabilizowane emocje, jakie ostatnio cały czas są przy mnie? To odreagowanie na wszystko co się dzieje i mnie dręczy? Jeśli tak to jestem u skraju wyczerpania. Moje sny są straszne bo nie raz już wydarzyło się to, co sobie wyśniłam. Gdzie te piękne sny o przystojnych Koreańczykach, wielkiej sławie i pięknym życiu? Pytam, gdzie te sny?!
Ostatnio marzę o tym, by być normalna.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Gdzieś jest weno ma?

Ostatnio przez mój brak twórczości cierpi wiele otaczających mnie rzeczy. Blog, photoblog, manga, maska balowa Kardo, rysunki do szkoły dla Kardo. Kiedy moja wena jest w dołku, ja, jako człowiek jestem bezużyteczna. Wszystko idzie opornie, bez dobrego efektu, nawet parówki, które jadam bardzo często, źle smakują. Nie wspomnę już o frytkach, które spiekam na kamień. Z braku ulokowania gdzieś wszystkich pomysłów, jakie gromadzą się w mojej głowie, robię się ciężka. Mój duch jest osłabiony, a dłonie nie wiedza, gdzie mają się podziać i co ze sobą zrobić. Czasami żałuję, że nie jestem umysłem ścisłym. W takich chwilach zajrzałabym do książki z liceum i porozwiązywałabym kilka zadań z matematyki, ładując przy tym baterie energii. Co z tego, że pomysły kłębią się w mojej głowie, skoro nie potrafię przelać ich na papier? Mając wizję głównej bohaterki, sięgam po czystą kartkę, zrzucam jak zwykle wszystko niepotrzebne z biurka, biorę różowy ołówek z Hello Kitty i.... I koniec. Dłoń nie wie co robić, ołówek wisi centymetr nad kartką, a ja? A ja gapie się w jeden punkt. Nie wiem, to przez lenistwo? Rozproszenie? Brak motywacji? Chęci? Czy ktoś zna dobry pomysł na odblokowanie ducha sztuki? Jak zakończyłam "scenariusz" mangi na randce głównych bohaterów, tak do tej pory siedzą w parku, jedząc słodkie bułki. Zapewne te bułki sczerstwiały, a oni przemokli do suchej nitki podczas takiej pogody, jaką teraz mamy za oknem. Jestem zła na siebie bo nie potrafię uporać się z samą sobą. Jestem zła bo kiedy zaczyna być coraz ciężej, ja rzucam kartką papieru w kąt. Jestem zła na siebie bo mam takie nędzny charakter. Za szybko się poddaje...