środa, 18 stycznia 2012
niedziela, 15 stycznia 2012
Człowieku
Przesiadywanie w swoim towarzystwie to prawie, jak samobójstwo. No chyba, że masz kota, który Cię wysłucha. No dobra, przesadzam. Mamy rodzinę i przyjaciół, ale kiedy budzą się w Tobie niespełnione ambicje, zamykasz się w sobie i starasz się dojść, nie dobiec do celu. Niestety niesie to za sobą mnóstwo negatywnych powikłań takiego działania. Doświadczyłam tego osobiście - nawrót choroby, ogromna irytacja, "szukanie dziury w całym", zdenerwowanie i chyba najgorsze "mam dość. poddaje się". Pytanie, jak temu zapobiec. No są różne sposoby, np. możesz sobie pomarudzić i wyżalić do poduszki, bądź wypłakać się w kołnierz mamy, czy przyjaciela. Można też dostać kopa w dupe od kogoś, kto ma nad Tobą "władzę". Dopuszczalne jest również odcięcie się od wszystkiego na chwilę i przemyślenie działań, jakie można wprowadzić w życie by stało się ono lepsze lub najprostszą rzeczą jest pożegnanie się z nędznym światem (ale temu mówimy stanowcze NIE, ponieważ my, ludzie jesteśmy zbyt silni psychicznie i jedyni w swoim rodzaju, przez co szkoda byłoby odciąć się od życia na rzecz własnej wygody, pozostawiając w smutku bliskie nam osoby). Ja osobiście jestem za wyrzuceniem z siebie wszystkiego, co boli i przeszkadza. Nie ważne, jak to zrobisz, grunt by podziałało. Ja stawiam na złość. Co Wy wybierzecie? Wola pańska. To jest zależne od waszego charakteru. Osoba spokojna mało kiedy wyładowuje się pod wpływem złości, raczej wybierze rozmowę na poziomie. Jeśli ktoś ma duszę pesymisty, któremu podwinęła się noga po raz kolejny, postawi na uronienie łez lub pogodzi się sam w sobie z losem. Nie wiem co zrobiłby optymista.... Daleko mi do takiej osoby, więc nie wiem najzwyczajniej w świecie. Dusza romantyka, która wiecznie buja w obłokach,na chwile zejdzie na ziemię, powie, co leży mu na wątrobie, wysłucha mądrych (naprawdę mądrych rad od osób trzecich), po czym kiwnie głową na znak "tak, rozumiem" i ponownie odpłynie w świat marzeń, czekając na cud. Teraz nie przychodzą mi do głowy inne przykłady charakterów. Podałam najbardziej mi bliskie (bynajmniej będąc jedną z takich osób, właśnie tak bym postąpiła). Wyczerpał się mój limit irytacji i złości przez co wena piękna i cudowna mnie opuściła. Do nastepnego
czwartek, 12 stycznia 2012
Tak wiele...
Jak myślicie? Czy wszystko co dzieje się w naszym życiu, jest odgórnie zaplanowane? Czy to, że napotykamy na naszej drodze pewnych ludzi jest przeznaczeniem? Można przewidzieć, czy tez przepowiedzieć przyszłość? Czy to, że umieramy, jest spowodowane zwykłym przypadkiem, czy dlatego "bo tak musiało by", a może umieramy, ponieważ zrobiliśmy już coś, co było naszym celem? Czy anioły istnieją? Prowadza nas i dbają, byśmy nie zrobili sobie niczego złego? A duchy? Czy naprawdę istnieje coś takiego? Czy po śmierci one idą do nieba? A może dusze wybierają, czego tak naprawdę chcą? Czy dusze trafią do nieba lub piekła? Ej. Nie wiem... Zastanawiam się nad takimi sprawami, choć wcale nie jest mi to potrzebne. Zaprzątam sobie tym głowę, pomimo wielu ważniejszych spraw, które powinnam zrobić lub obmyślić. Choć może Wam się to wydać naiwne, wierze, że wszystko co nas spotyka, co robimy, co dostajemy jest zaplanowane już od dawna. Gdybyście zapytali mnie skąd pomysł i wiara w to, nie odpowiedziałabym. Po prostu tak czuje. W takim przekonaniu żyje od zawsze i jeszcze nigdy w to nie zwątpiłam. Może to naiwne i staram się przez to usprawiedliwiać, ale każda złą rzecz, która mi się przydarzy, tłumacze sobie "Tak miało być, nie przejmuj się. Głowa do góry.". Wariackie myślenie, ale ufam TEMU na górze, że nie chce źle dla nikogo, pomimo tego, że czasami zawodzimy się na nim i mamy do niego pretensje. A może On tez tego nie ustala? Tak dużo pytań, na które nikt nie może odpowiedzieć? Na swój sposób jest to cudowne, że tak wiele jeszcze jest przed nami nie odkrytych spraw, ze jeszcze tak wiele nie wiemy i ilu rzeczy jeszcze nie jesteśmy w stanie pojąć.
czwartek, 5 stycznia 2012
Zagraj z życiem
Przez ogromne problemy ze snem, mam mnóstwo czasu do myślenia. Wczorajszej nocy pomyślałam o moich marzeniach. Wiecie... Wyjazd do Japonii, kupno Kawasaki Ninja, stworzenie własnej mangi, zdobycie zawodu dziennikarki prasowej, pisanie w gazetach o mandze i anime, bycie popularną. Wiem, to jest naiwne, ale co poradzić, skoro cały czas chodzi mi to po głowie. Takie cele, które obiera sobie każdy z nas, to chyba największy plus i najpiękniejsza rzecz w naszym życiu. Bo co może bardziej uszczęśliwić człowieka, jak spełnienie jednego z marzeń? Od nich wszystko się zaczyna i na nich wszystko się kończy. Nieliczni dostają to, czego pragnął. Nawet Ci, którzy harują, jak woły, wyciskają z siebie ostatnie poty, tracą zdrowie zostają po prostu z niczym. Pustą przestrzenią wokół siebie bo nie mieli czasu na rodzinę, życie, przyjemności. Co wybrać? Zagrać z marzeniami w grę, czy dać sobie spokój i nie ryzykować? No i tu jest pies pogrzebany, ponieważ tu grasz o wszystko (no chyba, ze masz marzenia, które nie kolidują z Twoim życiem. Wtedy masz farta, jak jasna cholera.). Teraz pytanie "Co Ty byś wybrała?". Ja? Marzenia. Nie boję się życia, ani ludzi. Nie boję się o siebie, nie czuje leku przed utratą wszystkiego. To jest właśnie życie. Choć nie należę do ryzykantów i raczej wolę stąpać po ziemi, niż włazić po drabinie, tutaj jednak dałabym się ponieść własnym pragnieniom, nawet, jeśli miałoby to oznaczać definitywny koniec mnie. Tak czy siak skończę, jak reszta ludzi na cmentarzysku, ale przynajmniej umrę z czystym sumieniem, że jednak posłuchałam serca, a nie rozumu. Wtedy moja duszyczka z radością opuści ziemię i pójdzie ku światłu. Choć tutaj w sumie z tą dusza to nie wiem, jakby do końca to było... Ale to już temat na inna notkę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)