Leżąc nocą w łóżku, przykryta kołdrą i ciemno-szarym, miękkim kocem, który dotykał moich policzków, pomyślałam o tym co lubię i czego nienawidzę. Wiem, że byłam wtedy bardzo spokojna, przepełniona normalnymi, stałymi uczuciami. Pierwsze, co przyszło mi namyśl to to, że nie lubię pomidorów. Potem pomyślałam, że lubię zapach benzyny. Przypomniało mi się tankowanie skutera i właśnie jej zapach. Nie lubię upałów, ani żółtego koloru, choć w tym odcieniu mam mój ulubiony kubek, na którym widnieje ":)". Lubię deszczowe dni, choć wtedy jestem senna i zdołowana. Nie przepadam za piciem wody z kubka, wole pić ją z butelki. Lubie płakać, wtedy czuję, że jestem prawdziwa i mam jakieś uczucia. Nie lubię się przytulać. Nie wiem, dlaczego, ale nie lubię. Jedynie rodzina ma do tego prawo. Ich nie odrzucę. Nienawidzę, kiedy zaginają się rogi kartek w zeszytach, ani kiedy marzę po marginesie, przez co zeszyt szpetnie wygląda. Lubię, kiedy wiosną wszystko kwitnie, a drzewa robią się zielone i mogę spacerkiem przechodzić obok budzącej się do życia natury. Lubię mój kubek z pływającymi rybkami, w którym trzymam ołówki, długopisy, śrubokręt i gwoździe. Dostałam go od rodziców po ich przyjeździe z Niemiec. Mam go już od co najmniej 14 lat. Lubię fioletowy kolor, kredki, zapach papieru, smutne i spokojne piosenki. Nie znoszę błyszczyków, ani rękawiczek, choć mam taką jedną, ładną parę czerwonych, z takimi ślicznymi guzikami. Kocham oglądać gwiazdy i wyobrażać sobie, że jestem panią księżyca. Zawsze czułam z nim silne powiązanie, jakbym miała z nim coś wspólnego. Nie cierpię gorącej kawy, wole, kiedy jest już zimna. Nie znoszę kakao, ale wczoraj wypiłam dwa kubki tego obrzydlistwa. Lubie, kiedy moja mama śpiewa, choć kompletnie się do tego nie nadaje, ale wiem, że wtedy jest szczęśliwa. Uwielbiam, kiedy mama przychodzi do pokoju, przytula mnie i mówi do mnie "skarbie", choć zawsze wtedy krzyczę i mówię "oj weź Ty stara, głupia kobieto", ale i tak całuję ją w policzek i przytulam się mocno, targając jej te kudłate sianowate włosy. Zawsze mi się za to obrywa. Uwielbiam śmiać się z siostrą z byle głupoty, albo kłócić się z nią o jeszcze bardziej błahe sprawy. Lubię siedzieć z nią i zachwycać się Koreańczykami z Super Junior, podczas oglądania ich teledysków. Zawsze wtedy obie wzdychamy pod nosem. Lubię dokuczać ludziom i mówić im, że są do dupy, choć wcale tak nie uważam. Lubię żarty mojego taty, choć kompletnie ich nie rozumiem i często się przez to kłócimy. Nie lubię być sama. Czuję, że wtedy cały świat jest przeciwko mnie, choć tak serio to sama odsuwam się od ludzi. Lubię, kiedy ludzie się uśmiechają. Tak naprawdę lubię patrzeć na szczęście innych. Ja go nie potrzebuję, ale inni ludzie tak, wtedy ja automatycznie uśmiecham się do siebie. Wolę, żeby innym było dobrze. Ja zabrałabym od nich każde cierpienie, choć nie lubię ludzi. Kocham dzieci. Choć mówią, że mam straszne oczy, dzieci zawsze się do mnie uśmiechają. Uwielbiam koty. Szanuje psy. Wiem, to dziwne szanować psa, ale one... One są inne od innych zwierząt. Zawsze chciałam mieć szynszyla. Uważam, że są urocze. Lubie moje dziecinnie wyglądające litery. Lubię pisać. Byle co, aby tylko pisać. Lubię słodko wyglądające rzeczy: bransoletki, ubranka dla dzieci, kolczyki, przywieszki na telefon. Zapewne jest to spowodowane tym, że sama nie jestem słodka.Chcę sobie sprawić wisiorek z żółtą koroną, w końcu jestem księżniczką, a raczej zawsze chciałam nią być. Nienawidzę, kiedy wkładam całe serce w mój rysunek, a on najzwyczajniej w świecie mi nie wychodzi. Nie lubię ciemności. Wtedy myślę o sprawach, które nie mają prawa bytu, albo są tak ważne, że aż zaczynają mnie przytłaczać. Dlatego lubię spać. Wtedy nic mnie nie obchodzi.
Kocham wszystko, a zarazem wszystkiego nienawidzę...
środa, 29 lutego 2012
czwartek, 23 lutego 2012
Hej, czym jest miłość?
Naczytałam się różnych postów, notek, zdań i myśli innych ludzi na temat zakochania, czy miłości, ale nikt konkretnie nie określił tego uczucia, a ono przecież na ogół towarzyszy nam w codziennym życiu. Jest wszędzie. Czasami mam wrażenie, że to takie swoiste i zwyczajne uczucie, które można zdobyć w każdej chwili, tak samo jak i pozbyć, niczym pstryknięcie palcami. Ludzie mówią o niej wkoło, zmieniają statusy na facebook'u (hahaha), wspominają o tym, ale czy wiedzą, co to tak naprawdę jest? Bo mi się wydaje, że chyba nie! A może i wiedzą... W sumie, nigdy nie byłam zakochana to skąd mogę wiedzieć, jak to jest? I czym to w ogóle jest. Mówi się o motylkach w brzuchu, wewnętrznym cieple i ucisku w sercu na widok lubego/ lubej. Ej, czy to nie banalne? Po takich odczuciach mamy być pewni, że to osoba, którą kochamy? Ta. To cholernie zabawne. A teraz popatrzcie - podoba Wam się ktoś (przypomnijcie sobie, jak to jest). Macie ochotę widywać tę osobę, rozmawiać z nią, a nawet poznać bliżej i dowiedzieć się, jaka jest na co dzień. Robi Wam się cieplutko na sercu. Hej! To prawie zakochanie! Miłość, zauroczenie, zakochanie, podobanie - ja osobiście wrzuciłabym to do jednego worka. Właśnie zdałam sobie sprawę, jaka kiedyś byłam głuuupiaaaa. Dla jakiegoś bęcwała mogłam zrobić wszystko, żeby go uszczęśliwić, a teraz nie wykupiłabym go zniewoli za złamanego grosza. Widzicie, jakie to oszukaństwo? Boże, jacy my ślepi jesteśmy! Tę miłość wmawiamy sobie bo czujemy się samotni? Chcemy coś przez nią osiągnąć? A może oszukać samego siebie, że jesteśmy dla kogoś ważni, że nie jesteśmy gorsi od innych? Szkoda, że nie pamiętam co czułam te <liczy> 4-5 lat temu. AH! SZKODA! Szkoda, że nie wiem, gdzie są moje zapiski z tamtych lat. Z chęcią bym przytoczyłabym Wam tych kilka słów z życia głupiej Diany. Byłabym w stanie pokazać Wam, jaka miłość (czy zauroczenie) jest ślepe. Wiem, bo przeżyłam to na własnej skórze. To taka "marność nad marnościami". Najpierw coś się pojawia, potem zastanawiamy się, co to jest. Dowiadujemy się o znaczeniu uczucia. Zaczynamy mu ufać, a potem? Potem wszystko pęka, jak bańka mydlana, czy czar, który pryska razem z wybijającą północą na zegarze. Dlatego nie ufam sobie, ani moim uczuciom bo mam świadomość tego, że wszystko z czasem mija i pozostaje tylko przyzwyczajenie. Jeśli ktoś jest teraz zakochany i wie, że to na pewno prawdziwe uczucie - podziwiam bo ja nie wiem, jak to jest. To coś, czego pewnie nie można ubrać w słowo i nie potrafi przybrać żadnej formy.
Pamiętajcie, mi się nie ufa. Jestem szkudnym kotem, który nie patrzy na innych, jest niewdzięczny i chodzi własnym ścieżkami. Wszystko, co jest tu napisane, to tylko słowa. Wy możecie czuć i rozumieć wszystko inaczej.
Z tego wszystkiego nie dowiedziałam się, co to miłość. Myślałam, ze olśni mnie podczas pisania. No, ale jak, skoro nie było się zakochanym?
Hej, boli mnie serce.
Pamiętajcie, mi się nie ufa. Jestem szkudnym kotem, który nie patrzy na innych, jest niewdzięczny i chodzi własnym ścieżkami. Wszystko, co jest tu napisane, to tylko słowa. Wy możecie czuć i rozumieć wszystko inaczej.
Z tego wszystkiego nie dowiedziałam się, co to miłość. Myślałam, ze olśni mnie podczas pisania. No, ale jak, skoro nie było się zakochanym?
Hej, boli mnie serce.
piątek, 17 lutego 2012
Pusty
Blog miał na celu wyrzucenie z siebie wszystkich życiowych rozterek i przemyśleń. Niestety. Nie zdało to egzaminu. Photoblog jest odwiedzany raz na 2-3 tygodnie bo w sumie o czym ja mam tam pisać. Za dużo ludzi ma do niego dostęp, a po cholerę, ja mam się tam żalić i pisać co mi w ludziach nie pasuje. Zapewne w odwecie oberwałabym jakąś notką na czyimś blogu i tak kółko by się zataczało bezsensownie. Ale nie do tego dążę. Bardziej chodzi mi o sam fakt otworzenia się przed ludżmi. Kiedyś wystarczyło porozmawiać z człowiekiem od serca, ten ktoś wysłuchał Cię i powiedział co myśli o danej sytuacji. Teraz, na daną chwilę nie widzę takiej opcji. Nie potrafiłabym opowiedzieć o tym co leży mi tam głęboko chowane coś zalegające mi na sercu. To nie kwestia zaufania, po prostu nie widzę potrzeby. Człowiek z czasem uczy się samodzielności i zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli sam sobie nie poradzi to inni też nie będą w stanie. Tylko my wiemy, czego tak naprawdę potrzebujemy. Nawet jeśli opowiemy komuś o naszych troskach i przyjaciel podpowie, co z tym fantem można zrobić, to tak czy siak zrobimy wszystko po swojemu. Choć cały czas w sobie będziemy mieć świadomość naszej już z góry przesądzonej porażki, zrobimy to, co zaboli nas najbardziej, aby nie mieć żalu do siebie i nie pluć sobie w brodę ze słowami "miałam szanse, ale zmarnowałam ją".
Kiedyś, będąc dzieckiem problemem był deszcz na dworze. Nie można było wyjść i pobawić się w piaskownicy. Płakać się chciało, kiedy przegapiło się lecącą bajkę z "Domowego kina" na TVNie. W gimnazjum największym zmartwieniem były rozterki miłosne i kłótnie z koleżankami. W liceum człowiek zaprzątał sobie głowę głupimi zakochaniami, ponieważ ten związek już brało się na poważnie. Problemem było to, czy pójść na wagary dzisiaj, czy może jutro, bo ma pytać z polskiego. Niedługo będziemy borykać się z pracą, która będzie uciekać nam sprzed nosa, będziemy liczyć co do grosza, aby starczyło do 1-szego. Z każdą chwila będzie coraz ciężej. Zamiast ulżyć sobie w cierpieniu i porozmawiać z kimś, my tłumimy to w sobie i nie pozwalamy na to, by ktoś wsparł nas ramieniem otuchy. Zamykamy się na świat, zamykamy się na ludzi. Tkwimy ze spuchniętą głową po kranem z zimną wodą i zastanawiamy się, co zrobić, jak to odkręcić na lepsze. Skąd mogę wiedzieć i pisać o takich rzeczach? Dlatego, że ja staję się tą zamkniętą osobą i nie dopuszczam nikogo po za granice mojego świata. hmm... Prawie jak hollow z Bleach. Niedługo mój łańcuch zniknie, a ja przyjmę maskę i będę pusta w środku ze swoimi żalami, które nie będą dawały mi żyć bez troski.
Kiedyś, będąc dzieckiem problemem był deszcz na dworze. Nie można było wyjść i pobawić się w piaskownicy. Płakać się chciało, kiedy przegapiło się lecącą bajkę z "Domowego kina" na TVNie. W gimnazjum największym zmartwieniem były rozterki miłosne i kłótnie z koleżankami. W liceum człowiek zaprzątał sobie głowę głupimi zakochaniami, ponieważ ten związek już brało się na poważnie. Problemem było to, czy pójść na wagary dzisiaj, czy może jutro, bo ma pytać z polskiego. Niedługo będziemy borykać się z pracą, która będzie uciekać nam sprzed nosa, będziemy liczyć co do grosza, aby starczyło do 1-szego. Z każdą chwila będzie coraz ciężej. Zamiast ulżyć sobie w cierpieniu i porozmawiać z kimś, my tłumimy to w sobie i nie pozwalamy na to, by ktoś wsparł nas ramieniem otuchy. Zamykamy się na świat, zamykamy się na ludzi. Tkwimy ze spuchniętą głową po kranem z zimną wodą i zastanawiamy się, co zrobić, jak to odkręcić na lepsze. Skąd mogę wiedzieć i pisać o takich rzeczach? Dlatego, że ja staję się tą zamkniętą osobą i nie dopuszczam nikogo po za granice mojego świata. hmm... Prawie jak hollow z Bleach. Niedługo mój łańcuch zniknie, a ja przyjmę maskę i będę pusta w środku ze swoimi żalami, które nie będą dawały mi żyć bez troski.
poniedziałek, 13 lutego 2012
Porajcujmy się walentynkami
Po przebudzeniu, otworzyłam oczy i powiedziałam sobie "Dzisiaj wracam do mojego domku!". Nie żeby było mi źle u siostry, ale lubię swój dom. Wiem, że beze mnie domownicy się nudzą.
Aby dotrzeć do domu, muszę z punktu A (dom siostry) dobrzeć do punktu B (nasze małe miasto), aby móc przemieścić się do punktu C, który jest moim miejscem na ziemi. Oczywiście czekałam na busa dłużej niż było planowane, ale kto by się tym przejmował. Dotarłam do miasta. Kupa ludzi, wszyscy gdzieś się spieszą, ja z torbą przedzieram się przez tabuny człowieków i! przypomniało mi się, że mój kot głoduje z tego co mi mama mówiła, więc muszę kupić kotce puszkę Kitekata. Wchodzę do domu towarowego, a tam?! SZAŁ W A L E N T Y N K O W Y ! Tak. Przyszła połowa lutego to i zakochańce wyszli do wierzchu. Wszędzie serduszka, pary trzymające się za "łapki", chłopcy przy stoiskach z biżuterią wybierają srebrne bransoletki, albo jakieś wisiorki do łańcuszków w kształcie serduszek, czy kolczyki, które ledwo są widoczne w tych ogromnych męskich łapskach. Oczywiście dziewczyny też nie próżnują! Przyglądają się rameczkom na zdjęcia, by mogły tam umiejscowić swoją uroczą i przerobioną fotografię i wręczyć lubemu by mógł codziennie budzić się i widzieć jej roześmianą twarzyczkę i za jakiś czas wywalić to zdjęcie bo przecież się pokłócą i będą szczerze się nienawidzić i mijać na ulicy bez słowa z pogarda w oczach. To są właśnie moi drodzy walentynki. Nie jestem do nich tak dziwnie negatywnie nastawiona przez to, że jestem singlem, tylko po prostu nie uznaje tego święta i lubię o tym przypominać co roku. Rzesze zakochanych pewnie nabiłoby mnie teraz na pal i podpaliło na stosie za to, co pisze i że nie powinnam się z nich nabijać, ale jak już wspomniałam lubię to. Na pytanie "Dlaczego nie lubisz walentynek?;o:(", odpowiadam - bo to nic nie warte komercyjne i na pokaz "święto", które przyszło z zachodu, jak cała nędzna reszta. Zbieram się do napisania tej notki od dwóch dni, ale kiedy zobaczyłam ludzi w mieście TO DOPIERO wena mnie dopadła. Ludzie są tak niesamowicie przewidywalni i normalni, że aż mnie to rajcuje. Tak więc życzę Wam wspaniałych walentynek i żebym nie było, że jestem taka niemiła dla Was to życzę Wam, abyście byli dla siebie mili i aby Wasze związki trwały trochę dłużej niż przewiduję. Zacznijcie ludzie traktować się poważnie.
Aby dotrzeć do domu, muszę z punktu A (dom siostry) dobrzeć do punktu B (nasze małe miasto), aby móc przemieścić się do punktu C, który jest moim miejscem na ziemi. Oczywiście czekałam na busa dłużej niż było planowane, ale kto by się tym przejmował. Dotarłam do miasta. Kupa ludzi, wszyscy gdzieś się spieszą, ja z torbą przedzieram się przez tabuny człowieków i! przypomniało mi się, że mój kot głoduje z tego co mi mama mówiła, więc muszę kupić kotce puszkę Kitekata. Wchodzę do domu towarowego, a tam?! SZAŁ W A L E N T Y N K O W Y ! Tak. Przyszła połowa lutego to i zakochańce wyszli do wierzchu. Wszędzie serduszka, pary trzymające się za "łapki", chłopcy przy stoiskach z biżuterią wybierają srebrne bransoletki, albo jakieś wisiorki do łańcuszków w kształcie serduszek, czy kolczyki, które ledwo są widoczne w tych ogromnych męskich łapskach. Oczywiście dziewczyny też nie próżnują! Przyglądają się rameczkom na zdjęcia, by mogły tam umiejscowić swoją uroczą i przerobioną fotografię i wręczyć lubemu by mógł codziennie budzić się i widzieć jej roześmianą twarzyczkę i za jakiś czas wywalić to zdjęcie bo przecież się pokłócą i będą szczerze się nienawidzić i mijać na ulicy bez słowa z pogarda w oczach. To są właśnie moi drodzy walentynki. Nie jestem do nich tak dziwnie negatywnie nastawiona przez to, że jestem singlem, tylko po prostu nie uznaje tego święta i lubię o tym przypominać co roku. Rzesze zakochanych pewnie nabiłoby mnie teraz na pal i podpaliło na stosie za to, co pisze i że nie powinnam się z nich nabijać, ale jak już wspomniałam lubię to. Na pytanie "Dlaczego nie lubisz walentynek?;o:(", odpowiadam - bo to nic nie warte komercyjne i na pokaz "święto", które przyszło z zachodu, jak cała nędzna reszta. Zbieram się do napisania tej notki od dwóch dni, ale kiedy zobaczyłam ludzi w mieście TO DOPIERO wena mnie dopadła. Ludzie są tak niesamowicie przewidywalni i normalni, że aż mnie to rajcuje. Tak więc życzę Wam wspaniałych walentynek i żebym nie było, że jestem taka niemiła dla Was to życzę Wam, abyście byli dla siebie mili i aby Wasze związki trwały trochę dłużej niż przewiduję. Zacznijcie ludzie traktować się poważnie.
poniedziałek, 6 lutego 2012
Session 9
Lubię mange i anime. Tak, serio bardzo to lubię. Niektórzy uważają mnie za wariatkę i że tracę czas przesiadując dziennie 24min x (nieokreślona ilość odcinków dziennie), a inni wręcz cieszą się, że mam swoje własne zainteresowania. No cóż, nikomu oceniać to, co lubię. Uwielbiam tandetne romasiki, gdzie dwójka głównych bohaterów zakochuje się w sobie, a ja czytam bądź oglądam ich perypetie i śmieję się z tego co wyprawiają, albo płaczę bo im się nie układa. Pisząc to, widzę jakie to żałosne i wcale nie dziwię się, że ludzie uważają mnie za dziwaka. (ale żeby nie było, nie tylko romansami żyję)
Dzisiaj czytając jedną z mang, jakoś tak... smutno mi się zrobiło. A może przykro? Zdałam sobie sprawę z tego, że ja, tak naprawdę w m&a odnajduję świat taki, jaki skrycie marzy mi się i śnie o nim. Że wszystko jest takie proste, lekkie, przyjemne, że w końcu wszystko się wyjaśni, że los jednak chce dobrze. Kiedy kończę oglądać bądź czytać nowo odnalezione na Tanuki tytuły, wszystko wraz z ostatnią kwestia zamyka się i kończy. Choć na wierzchu chce być twardą i niewzruszoną, oschłą dziewuchą, to tak naprawdę gdzieś w środku również, jak inni szukam zrozumienia i miejsca, gdzie odnajdę się i będę czuć się dobrze. Jakie to naiwne... Czasami żal mi samej siebie, że mam takie nędzne dni, w których pokazuje, jaka jestem słaba i nie warta niczego.
Dzisiaj czytając jedną z mang, jakoś tak... smutno mi się zrobiło. A może przykro? Zdałam sobie sprawę z tego, że ja, tak naprawdę w m&a odnajduję świat taki, jaki skrycie marzy mi się i śnie o nim. Że wszystko jest takie proste, lekkie, przyjemne, że w końcu wszystko się wyjaśni, że los jednak chce dobrze. Kiedy kończę oglądać bądź czytać nowo odnalezione na Tanuki tytuły, wszystko wraz z ostatnią kwestia zamyka się i kończy. Choć na wierzchu chce być twardą i niewzruszoną, oschłą dziewuchą, to tak naprawdę gdzieś w środku również, jak inni szukam zrozumienia i miejsca, gdzie odnajdę się i będę czuć się dobrze. Jakie to naiwne... Czasami żal mi samej siebie, że mam takie nędzne dni, w których pokazuje, jaka jestem słaba i nie warta niczego.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)