Blog miał na celu wyrzucenie z siebie wszystkich życiowych rozterek i przemyśleń. Niestety. Nie zdało to egzaminu. Photoblog jest odwiedzany raz na 2-3 tygodnie bo w sumie o czym ja mam tam pisać. Za dużo ludzi ma do niego dostęp, a po cholerę, ja mam się tam żalić i pisać co mi w ludziach nie pasuje. Zapewne w odwecie oberwałabym jakąś notką na czyimś blogu i tak kółko by się zataczało bezsensownie. Ale nie do tego dążę. Bardziej chodzi mi o sam fakt otworzenia się przed ludżmi. Kiedyś wystarczyło porozmawiać z człowiekiem od serca, ten ktoś wysłuchał Cię i powiedział co myśli o danej sytuacji. Teraz, na daną chwilę nie widzę takiej opcji. Nie potrafiłabym opowiedzieć o tym co leży mi tam głęboko chowane coś zalegające mi na sercu. To nie kwestia zaufania, po prostu nie widzę potrzeby. Człowiek z czasem uczy się samodzielności i zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli sam sobie nie poradzi to inni też nie będą w stanie. Tylko my wiemy, czego tak naprawdę potrzebujemy. Nawet jeśli opowiemy komuś o naszych troskach i przyjaciel podpowie, co z tym fantem można zrobić, to tak czy siak zrobimy wszystko po swojemu. Choć cały czas w sobie będziemy mieć świadomość naszej już z góry przesądzonej porażki, zrobimy to, co zaboli nas najbardziej, aby nie mieć żalu do siebie i nie pluć sobie w brodę ze słowami "miałam szanse, ale zmarnowałam ją".
Kiedyś, będąc dzieckiem problemem był deszcz na dworze. Nie można było wyjść i pobawić się w piaskownicy. Płakać się chciało, kiedy przegapiło się lecącą bajkę z "Domowego kina" na TVNie. W gimnazjum największym zmartwieniem były rozterki miłosne i kłótnie z koleżankami. W liceum człowiek zaprzątał sobie głowę głupimi zakochaniami, ponieważ ten związek już brało się na poważnie. Problemem było to, czy pójść na wagary dzisiaj, czy może jutro, bo ma pytać z polskiego. Niedługo będziemy borykać się z pracą, która będzie uciekać nam sprzed nosa, będziemy liczyć co do grosza, aby starczyło do 1-szego. Z każdą chwila będzie coraz ciężej. Zamiast ulżyć sobie w cierpieniu i porozmawiać z kimś, my tłumimy to w sobie i nie pozwalamy na to, by ktoś wsparł nas ramieniem otuchy. Zamykamy się na świat, zamykamy się na ludzi. Tkwimy ze spuchniętą głową po kranem z zimną wodą i zastanawiamy się, co zrobić, jak to odkręcić na lepsze. Skąd mogę wiedzieć i pisać o takich rzeczach? Dlatego, że ja staję się tą zamkniętą osobą i nie dopuszczam nikogo po za granice mojego świata. hmm... Prawie jak hollow z Bleach. Niedługo mój łańcuch zniknie, a ja przyjmę maskę i będę pusta w środku ze swoimi żalami, które nie będą dawały mi żyć bez troski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz