Pozwólcie, że schowam powłokę optymistki na jakiś czas. Powieszę ją w ciemnej szafie w osobnym pokoju. Niech poczeka na lepsze czasy, bym mogła ją przyodziać i cieszyć się pięknem życia, które kiedyś może nadejdzie.
czwartek, 31 maja 2012
W głębi duszy
Pozwólcie, że schowam powłokę optymistki na jakiś czas. Powieszę ją w ciemnej szafie w osobnym pokoju. Niech poczeka na lepsze czasy, bym mogła ją przyodziać i cieszyć się pięknem życia, które kiedyś może nadejdzie.
wtorek, 29 maja 2012
Wspomnienie o dawnych miłościach
Jeśli ktoś uważa, że wspominając moje nieudane związki trafi w mój słaby punkt to bardzo się myli. To naprawdę zabawne, kiedy ktoś chce mi tym dopiec, a mnie nawet to nie ruszy. Ludzie, jesteście cudowni, uwielbiam Was i Wasze myślenie. Lubuje Was sercem mym i umysłem! Dlatego kochani, jeśli chcecie mi dogryźć, dojebać albo zrobić mi przykrość i wyryć na sercu szramę to nie tędy droga. To nie jest dla mnie drażliwy temat, nie jest mi wtedy smutno, czy źle. Było minęło, przełknęłam, pogryzłam to, co w tamtym czasie mnie bolało, więc nie widzę powodu, dla którego takie coś miałoby mnie w jakikolwiek sposób wyprowadzić z równowagi. W ogóle mam gdzieś Wasze dogryzanie mi. Jestem tak obojętna na Wasze gadanie, że aż mi Was szkoda czasami. To, że boli Was to co mówię, i że nie potraficie przyjąć prawdy i tych faktów do siebie to jest już Wasza i tylko Wasza sprawa. Nie potraficie mi się odgryźć. Mam ostatnie słowo, wybaczcie, że ciężko mi odpuścić i nie chcę być gorsza od Was. Odpuszczam tylko wtedy, gdy widzę, że nie ma sensu rozmawiać o czymś, co nie jest istotnie i mnie nie interesuje.
Więc proszę, nie denerwujcie mnie bo po co ma mi się więcej zmarszczek na mej radiowej urodzie zrobić?
Więc proszę, nie denerwujcie mnie bo po co ma mi się więcej zmarszczek na mej radiowej urodzie zrobić?
sobota, 19 maja 2012
tęcza już nie jest tęczą
Postanowiłam popisać trochę o pierdołach. Tak, o jeszcze większych i gorszych niż do tej pory. Zanudzę Was, wymęczę, aż głowy Wam popękają od mojego dziawolenia (czyt. gadania). Z dnia na dzień pogoda nam się poprawia. Jest słonecznie i mega gorąco przez co mój humor blednie w oczach. Jednak jestem zwolenniczką wszystkiego co szare i ponure. O stokroć wolę chłodne i pochmurne dni. W ogóle lubię negatywne rzeczy. Gdyby ktoś zapytał mnie, kim chciałabym być, dobrym, czy złym bohaterem, pewnie w obecnej chwili wolałabym zawładnąć światem tyranizując go, niż ratować go przez psycholem z wielkim mózgiem (o ile się nie mylę, ktoś zadał mi już takie pytanie. Wtedy chyba powiedziałam, że chciałabym być uosobieniem dobra i sprawiedliwości, o ja głupia. Tak byłoby nudne). Bóg chciał, że urodziłam się na wsi, więc bądź co bądź muszę wykonywać takie, a nie inne prace. Zawsze uważałam, że nie nadaje się do pracy fizycznej, faktycznie, miałam rację. Wolę o wiele bardziej malować paznokcie i siedzieć na tyłku niczym madame-pierdziu. Nie oszukujmy się, jestem wygodnym człowiekiem. Wychowano mnie tak, a nie inaczej (ale żeby nie było, jak trzeba to i pracować potrafię. Polak wszystko zrobi. Lubię kurczowo trzymać się stereotypów, coś w nich jest. Jakieś ziarenko prawdy tli się w nich. Dlatego uważam, że jako Polka jestem zdolna zrobić wszystko, jeśli tylko się zmobilizuję. Niestety nie chce mi się najzwyczajniej w świecie. Nie sądziłam, że takie gadanie od rzeczy jest taaakie fajne, Nie muszę trzymać się tematu, wymyślać i prawić morałów i jeszcze zastanawiać się nad tym, czy piszę z sensem i w miarę zrozumiale. Zawsze w gadaniu trzy-po-trzy byłam dobra. Szkoda, że ta przypadłość gdzieś uleciała wraz z dawnym charakterem. Jednak czasami fajnie było być taką stukniętą i szaloną nastolatką. Tyle przygód się przeżyło. Teraz jestem starym rupieciem myślącym dość poważnie o swojej przyszłości. Gdzie ta wolność i beztroska! Gdzie te dawne piękne i kolorowe lata młodości, gdzie tęcza była tęczą, a nie zjawiskiem meteorologicznym. No i zrobiło się poważnie.
środa, 16 maja 2012
Jestem desperatką!
Chciałabym coś dla Was napisać, ale moja wena twórcza, która ostatnimi czasy była ogromna chyba przeminęła. Nie wiem, czym to jest nawet spowodowane. Może brakiem nowych celów i pomysłów na siebie? Bardzo możliwe.Dlatego opowiem Wam coś o sobie. Kiedy byłam jeszcze mała i nie miałam nawet tych -naście lat, wiecie kim chciałam zostać? Otóż marzyło mi się bycie księżniczką. Wiecie, taką z prawdziwego zdarzenia. Duży zamek, mnóstwo komnat, łóżko z baldachimem, suknie z falbanami i kokardami, służba, cotygodniowymi balami, przystojnymi książętami. Jakie życie było cudowne, kiedy nie wiedziało się o jego prawdziwym funkcjonowaniu. Niestety nigdy nie byłam wybitnie inteligentna, by wiedzieć, że trzeba szlachetnie się urodzić by zostać księżniczką. Takie rzeczy były kiedyś nieistotne. To było w tym wszystkim najpiękniejsze i najbardziej cudownie niewinne. Kiedy zdałam sobie sprawę z niemożności bycia księżniczką, postanowiłam zostać pisarką, ot co. Setki zapisanych zeszytów, dziesiątki folderów z bazgrołami na pulpicie ekranu komputera, notatki, listy pomysłów. To sprawiało mi największą frajdę (zaraz po rysowaniu). Niestety, aby stać się sławną pisarką trzeba mieć w sobie to "coś", by słowa, które układa w zdania pisarz, tysiące ludzi chciałoby czytać, by te pomysły dawały czytelnikom wenę i natchnienie do stworzenia własnej, indywidualnej historii. Aby zostać pisarką musiałabym mieć w sobie ten "dryg", który niestety nie posiadam. Nie wydaje mi się, by czytało się mnie z łatwością i lekkością, bez żadnych "ale". U wybitnych pisarzy nawet ich składnia zdania (która jest ich własną inwencją twórczą) nie razi odbiorcy. Ile dałabym, by móc mieć taki talent! Nawet zawarłabym pakt z diabłem, by wydobył ze mnie tę twórczość.
Jestem cholerną desperatką biegnącą za marzeniami. Nie wyobrażam sobie w przyszłości robić coś, czego nie lubię, bądź co gorsza nienawidzę. Każdy znający mnie choć trochę, na pewno usłyszał podobne zdanie "Nie robię rzeczy, których nie lubię." lub "Nie pytam o takie rzeczy, nie interesuje mnie to.". Ludzie nienawidzą tego we mnie. Widzę ich wzrok i wiem, że chcą mi powiedzieć coś w stylu "Nie masz co liczyć, nie będziesz robić w przyszłości to co lubisz.". To jest straszne. Jeśli przyszłoby mi pracował w restauracji, serce pękłoby mi z żalu, bo ja nie znoszę gotować, nie potrafię tego robić i nie interesuje mnie to. Dlatego póki mogę, chcę desperacko biec za byciem pisarką. Byłabym tym ogromnie usatysfakcjonowana.
Jestem cholerną desperatką biegnącą za marzeniami. Nie wyobrażam sobie w przyszłości robić coś, czego nie lubię, bądź co gorsza nienawidzę. Każdy znający mnie choć trochę, na pewno usłyszał podobne zdanie "Nie robię rzeczy, których nie lubię." lub "Nie pytam o takie rzeczy, nie interesuje mnie to.". Ludzie nienawidzą tego we mnie. Widzę ich wzrok i wiem, że chcą mi powiedzieć coś w stylu "Nie masz co liczyć, nie będziesz robić w przyszłości to co lubisz.". To jest straszne. Jeśli przyszłoby mi pracował w restauracji, serce pękłoby mi z żalu, bo ja nie znoszę gotować, nie potrafię tego robić i nie interesuje mnie to. Dlatego póki mogę, chcę desperacko biec za byciem pisarką. Byłabym tym ogromnie usatysfakcjonowana.
niedziela, 13 maja 2012
Gotowi... Do biegu... Start!
Stres od już ponad ładnych kilku lat jest zjadaczem, pożeraczem, "kradziejem" mojego życia. Jest tak nieodłącznym elementem, jak samotność u człowieka epoki romantyzmu albo anime dla prawdziwego fana. Ogólnie rzecz biorąc jestem kłębkiem nerwów, który wybucha w najmniej oczekiwanym momencie, przez co stawiam się zazwyczaj w niekomfortowej sytuacji. Kiedy stres wchodzi w grę, wszystko potrafi zburzyć. Nie ważne, że świeci słońce, pije piwo, maluje paznokcie, słucham ulubionej muzyki, nie ważne co bym robiła i jakiej by mi to przyjemności nie sprawiało, musi zniszczyć cały mój spokój, harmonię i plany. Stresie, nienawidzę cię. Jak zapewne wiecie, stres wywołuje prawie wszystko. Spotkania z pewnymi ludźmi, szkoła, rodzina, występy przed publiką, wypowiedzenie się w danym temacie, w skrócie towarzyszy nam przez cały czas. Pomyślałam "tak nie może być, stres nie może mną kierować", no to wzięłam się za siebie. Cóż... Wyszło, jak wyszło. Stałam się tym, kim się stała, w sumie nie żałuję. Daleko mi jeszcze do całkowitej znieczulicy na otaczający mnie świat, ale przynajmniej częściej wykonuję gest "machnięcia ręką" przez co wszystko staje się mniej skomplikowane. Czy to nie cudowne? Może i prysnął czar słodkiej Diany, ale w końcu żyje dla siebie, a nie dla "widzi-mi-się" innych ludzi.
Jest tak, jak powinno być od dawna. To nic, że mój optymizm jest tak ogromny, jak stężenie k-popu we krwi ostatnimi czasy, ale to naprawdę nie jest ważne. Dlaczego mam się nie cieszyć, skoro jest dobrze. Jeśli mam powody do uśmiechu to chyba dobrze, prawda? Będę egoistką i odbiorę Wam trochę radości z życia. Teraz moja kolej. Wyzywam Was na pojedynek - kto pierwszy się uśmiechnie? :)
Jest tak, jak powinno być od dawna. To nic, że mój optymizm jest tak ogromny, jak stężenie k-popu we krwi ostatnimi czasy, ale to naprawdę nie jest ważne. Dlaczego mam się nie cieszyć, skoro jest dobrze. Jeśli mam powody do uśmiechu to chyba dobrze, prawda? Będę egoistką i odbiorę Wam trochę radości z życia. Teraz moja kolej. Wyzywam Was na pojedynek - kto pierwszy się uśmiechnie? :)
czwartek, 10 maja 2012
Podaj mi rękę, ja Ci pomogę, ja Cię poprowadzę
Mam nadzieję, że zły los odwrócił się ode mnie, a szczęście uśmiechnęło się do mnie, pokazujący wszystkie zęby. W końcu ile ma ciągnąć się za mną pasmo nieszczęść i ile ma wisieć chmura gradowa? No właśnie. Jestem dobrej myśli, mój pesymizm gdzieś odszedł w niepamięć (może przesadziłam, nadal jest, ale jakby mniej, coś go ubyło). Kochani. Czy myślicie o swoich marzeniach poważnie? Czy jesteście w stanie poświęcić się im i iść ku nim? Dziś, nieświadomie powiedziałam mojej przyjaciółce, że ja bez marzeń byłabym nikim. I wiecie co? To prawda. Prawda nad prawdami. Nic nie zrobiłabym bez moich marzeń, ani mojej wyobraźni. To one trzymają mnie przy uśmiechniętym życiu. Choć mam świadomość, że te plany mogą się nie ziścić, nie zniechęca mnie to. Chcę próbować i starać się być bliżej marzeń, a nie dalej. Nie chcę w wieku emerytalnym zapłakać nad życiem i mówić krztusząc się łzami, że mogłam coś zrobić, ale tej szansy nie wykorzystałam. Po to mamy młodość, własną nieprzymuszoną wolę, rozum, zainteresowania i marzenia by robić to, co kochamy i co lubimy nie podporządkowując się całej reszcie świata. Wiem, że będą dni, kiedy rzucę stertą zarysowanych i zapisanych kartek, wiem, że nie będzie łatwo, wiem, że pogruchoczę sobie nerwy, ale wiem też, że pozbieram te kartki i zacznę od nowa. Ba! Nawet się uśmiechnę!
Naprawdę lubię pisać o marzeniach, lubię o nich myśleć, lubię o nich mówić.
Od teraz będzie już tylko lepiej. Gorzej już było. Nastał nowy czas - mój czas.
Naprawdę lubię pisać o marzeniach, lubię o nich myśleć, lubię o nich mówić.
Od teraz będzie już tylko lepiej. Gorzej już było. Nastał nowy czas - mój czas.
wtorek, 1 maja 2012
Coś mnie dzisiaj tknęło i doszłam do wniosku, ze komuś należy się notka. Ta osoba jest dla mnie bardzo, ale to bardzo ważna. Skoczyłabym za nią w ognień, dałabym się poćwiartować, oddałabym dusze diabłu. Zawarłabym każdy pakt, by ją odzyskać. Jako jedyna potrafi mnie wysłuchać, wstawi się za mną i jak będzie trzeba to opieprzyć. Nigdy źle o mnie nie powiedziała, nawet jeśli dawałam jej porządnie w kość. Nigdy nie narzekała, zawsze rozumiała, dlaczego robię tak, a nie inaczej. Tak Kardo, to o Tobie.
Uwielbiam, kiedy mam nowe pomysły na opowieści, mangi, czy "książki". Uwielbiam, kiedy udajesz, ze nie słyszysz tego mojego "wpadłam na świetny pomysł. Wiem o czym teraz będę pisać", mimo wszystko i tak jako jedyna pytasz, co znowu wymyśliłam i czym tym razem będę Cię nękać wieczorami, żebyś pomogła mi coś wymyślić. Robisz to jako jedyna. Wiesz, że to i tak nigdy nie ujrzy światła dziennego, ale mimo wszystko starasz się pomóc i wesprzeć, jak tylko się da. Choć masz zaledwie 14 lat, jesteś niesamowita. Nie chciałabym innej siostry, jesteś prawdziwą przyjaciółką. Wiesz o każdym moim wybryku, smutku, uśmiechu. Nawet komplementy mi prawisz bym poczuła się lepiej, to potrafisz bo robisz to "ze smakiem". Może ta notka kiedyś wpadnie w Twoje "kocie" łapki, może to przeczytasz i nawet się do tego nie przyznasz, a nawet jeśli tego nie zobaczysz to i tak dobrze wiesz, jaka ważna dla mnie jesteś. Im robisz się starsza i poważniejsza, ja nadal widzę w Tobie tę małą i śliczną blondyneczkę. Nikomu nigdy nie dam Cie skrzywdzić, to silniejsze ode mnie i nawet jeśli powiedziałabyś mi "Diana, odwal się i zostaw mnie w spokoju", nie odeszłabym. Do tej pory pamiętam Cię, jako dziesięciolatkę. Taką Ciebie, nadal mam przed oczami, taka Ty najbardziej utkwiłaś mi w pamięci i tak już pozostanie. Moja mała, wredna i nieuczuciowa siostra, przyjmująca wszystko do siebie ze stoickim spokojem :*
Uwielbiam, kiedy mam nowe pomysły na opowieści, mangi, czy "książki". Uwielbiam, kiedy udajesz, ze nie słyszysz tego mojego "wpadłam na świetny pomysł. Wiem o czym teraz będę pisać", mimo wszystko i tak jako jedyna pytasz, co znowu wymyśliłam i czym tym razem będę Cię nękać wieczorami, żebyś pomogła mi coś wymyślić. Robisz to jako jedyna. Wiesz, że to i tak nigdy nie ujrzy światła dziennego, ale mimo wszystko starasz się pomóc i wesprzeć, jak tylko się da. Choć masz zaledwie 14 lat, jesteś niesamowita. Nie chciałabym innej siostry, jesteś prawdziwą przyjaciółką. Wiesz o każdym moim wybryku, smutku, uśmiechu. Nawet komplementy mi prawisz bym poczuła się lepiej, to potrafisz bo robisz to "ze smakiem". Może ta notka kiedyś wpadnie w Twoje "kocie" łapki, może to przeczytasz i nawet się do tego nie przyznasz, a nawet jeśli tego nie zobaczysz to i tak dobrze wiesz, jaka ważna dla mnie jesteś. Im robisz się starsza i poważniejsza, ja nadal widzę w Tobie tę małą i śliczną blondyneczkę. Nikomu nigdy nie dam Cie skrzywdzić, to silniejsze ode mnie i nawet jeśli powiedziałabyś mi "Diana, odwal się i zostaw mnie w spokoju", nie odeszłabym. Do tej pory pamiętam Cię, jako dziesięciolatkę. Taką Ciebie, nadal mam przed oczami, taka Ty najbardziej utkwiłaś mi w pamięci i tak już pozostanie. Moja mała, wredna i nieuczuciowa siostra, przyjmująca wszystko do siebie ze stoickim spokojem :*
Przyjdzie czas
Gorące poranki i popołudnia, ciepłe wieczory, rozgwieżdżone niebo, lśniący księżyc, tak wyglądają ostatnio wszystkie dni. Pomimo niepokoju i pustki w sercu, potrafię na chwilę odetchnąć i wypełnić płuca czystym powietrzem, które uspokaja mnie na swój sposób. Zawsze miałam problemy z wyznawaniem uczuć, czy ich okazywaniem. Zawsze wstydziłam się ich nawet przed samą sobą. Wczoraj, po północy, kiedy razem z przyjaciółką stałyśmy przed moim domem patrzyłyśmy w niebo i szukałyśmy gwiazdy polarnej. W tym samym momencie krzyknęłyśmy jednocześnie bo zobaczyłyśmy spadającą gwiazdę. Niesamowite, zimna i o chłodnych uczuciach Diana pomyślała życzenie "Chce niedługo się zakochać". Kiedy spadająca gwiazda zaniknęła gdzieś w przestrzeni, dotarło do mnie, czego sobie zażyczyłam. Teraz wstydzę się tego, ale wtedy ja naprawdę o tym pomyślałam. Będąc nawet takim kimś, jak ja, a nawet i gorszą osobą, nie jesteśmy w stanie zaprzestać czucia, czy miłości. To jest w nas. Siedzi gdzieś, pielęgnując tę czystość i niewinność, by serce mogło dla kogoś zabić mocniej, by móc dla tej osoby zrobić wszystko, w mniejszym lub większym stopniu pokazać, że ktoś jest dla nas ważny. W końcu przychodzi czas na każdego by dorosnąć do takich poważnych i zobowiązujących uczuć. Ja jestem w trakcie dorastania, a Ty?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)