sobota, 31 grudnia 2011

Podsumowanie

Leżąc w wannie, bezmyślnie gapiłam się w ścianę z niebieskimi kafelkami. Mimo wszystko nawet ja myślę o dzisiejszej sylwestrowej nocy i mijającym roku. Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie "Czy ten rok zaliczasz do udanych?", stanowczo odpowiedziałabym "Nie.", dodając mocną kropkę po tym słowie. Kiedy mijał 2010, pokładałam nadzieje w 2011, że będzie lepszy. Serio w to wierzyłam. Nawet mój pesymizm nie potrafił mi przemówić do rozsądku. Cholera, zawiodłam się.
Nie będę tu pisać o ludziach, wymieniając z imion i nazwisk. Jeśli jakimś cudem będą mieli okazję to przeczytać, będę wiedzieli, ze to o nich. Nie mogę narzekać, ze mi nie pomagali, nie wspierali. Jestem szczęśliwa, że są jacyś ludzie ze mną, wytrzymują moje humory i płaczą, śmieją się razem ze mną. Gdyby nie Wy pewnie zatraciłabym się w czymś okropnym i nie byłabym taka. Dziękuję Wam. Jacie. Ale zrobiło się sentymentalnie.
Z przychodzącym wieczorem i ciemnością ogarniającą świat dookoła, moje serce i umysł ogarniał strach i niepokój. Nie lubie tego. Wszystko leci mi z rąk, boję się. Jestem przerażaona. Dlaczego? Nie wiem.  Gorąca woda była najlepszym lekarstwem na ten stres. Zmyła ze mnie ten nie pokój w jakimś stopniu. Odprężyłam się i zaczęłam myśleć trzeźwo. Zaczęłam rozpamiętywać o tym, co najbardziej by mnie teraz uszczęśliwiło. Popatrzyłam w lustro, spojrzałam na własne odbicie i ujrzałam cholernie zagubioną i nieszczęśliwą dziewczynę. Choć mam wszystko, jestem niespełniona, brakuje mi czegoś, jestem pusta w środku, wybrakowana. Dlaczego cały czas jestem taka samotna. Nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie. Co roku, każdego Sylwestra, proszę o to, by w końcu się to zmieniło. By to COŚ w końcu się wydarzyło i rozjaśniło moje życie. Tak bardzo brakuje mi uśmiechu i radości z życia. Jestem cholernie zazdrosna o innych ludzi, który mogą powiedzieć, że życie jest fajne, pomimo tylu upadków. Chciałabym w końcu szczerze powiedzieć "Jestem szczęśliwa". Czy ten rok będzie lepszy? Czy ten rok będzie inny? Coś się zmieni? Coś się wydarzy? Czy coś/ktoś będzie w stanie pokazać mi inną drogę? Co mi los przyniesie? Co mi odbierze? Jestem ciekawa, czy Wy też teraz myślicie o tym, o czym myślę ja. Wszystko co teraz pisze płynie z tego serducha, które czasami boli, kiedy patrzy na życie. 

Sobie i Wam życzę uśmiechu, ale takiego szczerego. Żeby Wasze łzy nie były oznaką cierpienia tylko szczęścia. Pierdoły typu "abyście znaleźli swoja miłość" nie są ważne. Istnieją sprawy bardziej istotne i potrzebna nam do życia. Bo jeśli będziecie zadowoleni, Wasz żywot będzie o stokroć piękniejszy.

piątek, 30 grudnia 2011

Gorączka Sylwestrowej Nocy

Sylwestrowa gorączka sięgnęła 40 stopni C. Wszyscy szaleją, jakby zjarali co najmniej pół kilo jakiegoś zielska, gadanina typu - "Cześć, gdzie idziesz na Sylwestra?!" i coroczne przypominanie reporterów Wydarzeń, TVNu i innych programów - Pamiętajcie o bezpiecznej zabawie z fajerwerkami. Przypomnijmy teraz o tamtego rocznych ofiarach zabaw sylwestrowych. To wszystko dzieje się co roku. Huczne obchodzenie tego "święta", jak najbardziej nie jest w moim guście. Ja osobiście tego sylwestra spędzę w domowym zaciszu, choć dostałam 3 zaproszenia. Wybaczcie kochani, ale z żadnego nie skorzystam w 99% (no chyba, ze ruszy mnie coś i przejdę się o dwa domu dalej, wypiję coś i pogadam trochę głupot znajomym.). Zauważyłam, że moje obchodzenie tego "święta" z roku na rok przechodzę coraz gorzej. Nie wiem, czym tak naprawdę jest to spowodowane no, ale taki jest fakt. Nawet nie mam nowych postanowień bo i po co. Jeśli będę chciała coś zmienić, to zmienię to nawet i w maju czy grudniu. Najgorsze z tego wszystkiego, jest ględzenie mamy i te słowa "Dzikuska z Ciebie", ah mamoooo, nie schlebiaj mi.<wstydniś>. Tak taaaaak. Słyszałam to już wiele razy i to, że powtórzysz jeszcze raz nie zmieni mojego podejścia. Dzisiejszy post jest o kant dupy rozbić. Gdzie ta poprawna polszczyzna, gdzie te pięknie budowane zdania. Moja dawna Pani od polskiego powiedziałaby "Diana, co się z Tobą stało, gdzie ten indywidualny styl?!" O Maryjo. To chyba wszystko przez tego Sylwestra...

środa, 28 grudnia 2011

Choć uczucia pojawiają się i znikają niespodziewanie, od czasu do czasu przypominamy sobie o nich, by choć na chwilę poczuć to, co wtedy było dla nas najpiękniejszym spełnieniem. Czasami wspominamy o nich ze złością, czasami z łezka w oku, a za innym jeszcze razem, uśmiechamy się szczerze i czujemy to ciepło w sercu. Wczoraj ktoś powiedział, że zakochiwałam się i znajdywałam tylko skurwieli, którym oddawałam serce, dostając w zamian nic nie warte, puste słowa, które kończyły się na niczym. Choć wiedziałam o tym to po usłyszeniu tego od kogoś zagościł w moim umyśle cholerny smutek i żal. Dlaczego innym się udaje, a ja muszę znosić upokorzenie? Wiele pytań nasuwało mi się na myśl. Dużo przykrych zdań plątało mi się po głowie, ale zdałam sobie sprawę  z tego, że dzięki właśnie takim przeżyciom jest o stokroć silniejsza i mam twardszy tyłek, w który jestem kopana niezliczona ilość razy przez życie. Pisząc to nie odczuwam smutku, bardziej zadowolenie i satysfakcję z tego, że potrafię stawić czoła przeciwnościom i, że mogę przeskakiwać przez kłody, rzucane mi co chwile pod nogi.
To wszystko jest takie banalne i przewidywalne, nawet to, że kiedyś znowu się zakocham, znowu zapłaczę rzewnymi łzami i przykrości, które sprawi mi miłość ponownie puszczę w niepamięć, by móc ponownie powstać z "umarłych".

piątek, 9 grudnia 2011

Czas

Przerażający jest fakt zapierdalającego czasu. Wybaczcie za słownictwo, ale napisać coś w stylu "czas biegnie szybko" jest po prostu kłamstwem, bo on ucieka przez palce, jak nigdy dotąd. Jeszcze do niedawna był 1 grudnia, a dzisiaj mamy już 9 dzień miesiąca. Zaraz święta, i Nowy Rok. Nowe problemy, nowe przytłaczające Cie sytuację. W ogóle do czego to wszystko dąży. Czasami mam wrażenie, że wszystko, co teraz robię, mówię, przeciw czemu protestuję jest nic nie warte bo i tak, prędzej, czy później skończę, jak reszta innych ludzi. Wsadza mnie do trumny, zapłaczą nad moim zimnym ciałem, odprowadza na cmentarz, opuszczą sznurami w głęboki dół, odmówią paciorki, zasypią świeżo wykopaną ziemią, położą białą lilię, albo moje ukochane słoneczniki i zapomną. Co z tego, że teraz istnieję, że staram się jakoś żyć, coś robić, jak i tak wszystko zmierza do jednego. Czasami żałuję zmarnowanego czasu. W końcu mogłam napisać jakąś książkę, albo wynaleźć jakiś wynalazek. Dupa. Jestem szarą instancją. Na dawne czasy pewnie byłabym chłopką zajmująca się rolą, zbierając kilka groszy na chleb, za oddane zboże swojemu panu. Jestem marudna i zrzędliwa. Nic nie poradzę na to, że ciężko pogodzić mi się z niektórymi faktami. Często powtarzam, że lepiej jest być pesymistą. Taki człowiek rzadziej zawodzi się za życiu i na ludziach. Mniej odczuwa smak porażki i nikogo nie zdziwi, ze ma zły humor, czy płacze sobie w poduszę "bo życie jest ciężkie". Od słowa do słowa, nie wiem co chciałam Wam przekazać. Może to, jak bardzo nasze istnienie jest przykre, jak bardzo jesteśmy zwykli i tacy sami. Jak ciężko coś osiągnąć, zdobyć i uśmiechnąć się szczerze. Nie pozwala nam na to czas, nie pozwala nam na to los. Wiem, że niektórym udaje się osiągnąć coś dzięki pracy, ale ja widzę sama po sobie, że nie zawsze się to sprawdza. Skoro teraz mam pod górkę i tego cholernego pecha, to co, będzie lepiej, jak założę rodzinę. Będzie to samo. Zmiana egzystencji jest wykonalne, jeśli los łaskawie uśmiechnie się i powie "Tej trzeba trochę pomóc". Tak więc, może kiedyś coś się zmieni. Ale to MOŻE.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Szklany człowiek

Czy jeśli tęsknisz za kimś, to czujesz do tego kogoś coś? Mam nadzieje, że nie bo wtedy będę w czarnej dupie. 

piątek, 2 grudnia 2011

Temat: Miłość.

Po przyjeździe z zakupów zasiadłam przed telewizorem by powlepiać gały na "Czarodziejkę z Księżyca", której emisja, jak wiecie rozpoczęła się 1 grudnia. Potem to już z górki, oglądałam co popadnie. Trafiło na "Pierwszą miłość". O jeju jeju, jakie to banalne. Poruszono temat prawdziwej, nie odwzajemnionej miłości... Babcia siedząca obok bez jakichkolwiek ogródek powiedziała co wiedziała i! coś mnie tknęło, szarpnęło, ruszyło do cna. Pierwsza myślą, jaka przyszła mi do głowy, była "miłości można się nauczyć, tak jak pisania, czy jazdy na rowerze przecież". Potem stwierdziłam "do miłości nie można nikogo zmuszać bo dupa z tego wyjdzie, ale jeśli jesteśmy w stanie być z kimś, kto kocha nas ponad życie to czemu by nie być z taką osobą". Jestem mądra , pogadać umiem, ale sama nie robię tego, co doradzam innym. Tylko, ze trzeba jeszcze wspomnieć o jednym... Nigdy nic nie wiadomo. Nawet, jeśli ktoś się zarzeka i mówi Ci, ze bardzo Cię kocha, nie możemy być tego w 100% pewni. Nie możemy dać się zwariować i zaprzepaścić siebie w tym uczuciu, dlatego moją następną myślą było "walcie się. samej tez jest dobrze.". Tym pięknym akcentem i cudnymi refleksjami kończę.:)

Ode mnie

Nie wiem, ile to już czasu minęło od ostatniego logowania tutaj (nie wiem, czy można to jakoś sprawdzić), ale pomyślałam sobie "może kiedyś będę miała ochotę się poużalać troszeczkę, albo naskrobać coś, czego i tak nikt nie przeczyta", no i tak znowu wróciłam. Jednak człowieka ciągnie do pisania. Wystarczy raz tego spróbować i potem ciężko się odzwyczaić. A może to tylko ja tak mam... W sumie jestem sentymentalna, więc lubię wracać co rzeczy, które zostawiłam z niewiadomych przyczyn. Jestem zabawna, przed kim ja się tu tłumaczę... Chyba przed samą sobą.

Dobra. Zaczynamy przygodę z internetowym blogiem.