niedziela, 13 maja 2012

Gotowi... Do biegu... Start!

Stres od już ponad ładnych kilku lat jest zjadaczem, pożeraczem, "kradziejem" mojego życia. Jest tak nieodłącznym elementem, jak samotność u człowieka epoki romantyzmu albo anime dla prawdziwego fana. Ogólnie rzecz biorąc jestem kłębkiem nerwów, który wybucha w najmniej oczekiwanym momencie, przez co stawiam się zazwyczaj w niekomfortowej sytuacji. Kiedy stres wchodzi w grę, wszystko potrafi zburzyć. Nie ważne, że świeci słońce, pije piwo, maluje paznokcie, słucham ulubionej muzyki, nie ważne co bym robiła i jakiej by mi to przyjemności nie sprawiało, musi zniszczyć cały mój spokój, harmonię i plany. Stresie, nienawidzę cię. Jak zapewne wiecie, stres wywołuje prawie wszystko. Spotkania z pewnymi ludźmi, szkoła, rodzina, występy przed publiką, wypowiedzenie się w danym temacie, w skrócie towarzyszy nam przez cały czas. Pomyślałam "tak nie może być, stres nie może mną kierować", no to wzięłam się za siebie. Cóż... Wyszło, jak wyszło. Stałam się tym, kim się stała, w sumie nie żałuję. Daleko mi jeszcze do całkowitej znieczulicy na otaczający mnie świat, ale przynajmniej częściej wykonuję gest "machnięcia ręką" przez co wszystko staje się mniej skomplikowane. Czy to nie cudowne? Może i prysnął czar słodkiej Diany, ale w końcu żyje dla siebie, a nie dla "widzi-mi-się" innych ludzi.
Jest tak, jak powinno być od dawna. To nic, że mój optymizm jest tak ogromny, jak stężenie k-popu we krwi ostatnimi czasy, ale to naprawdę nie jest ważne. Dlaczego mam się nie cieszyć, skoro jest dobrze. Jeśli mam powody do uśmiechu to chyba dobrze, prawda? Będę egoistką i odbiorę Wam trochę radości z życia. Teraz moja kolej. Wyzywam Was na pojedynek - kto pierwszy się uśmiechnie? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz