Mam nadzieję, że zły los odwrócił się ode mnie, a szczęście uśmiechnęło się do mnie, pokazujący wszystkie zęby. W końcu ile ma ciągnąć się za mną pasmo nieszczęść i ile ma wisieć chmura gradowa? No właśnie. Jestem dobrej myśli, mój pesymizm gdzieś odszedł w niepamięć (może przesadziłam, nadal jest, ale jakby mniej, coś go ubyło). Kochani. Czy myślicie o swoich marzeniach poważnie? Czy jesteście w stanie poświęcić się im i iść ku nim? Dziś, nieświadomie powiedziałam mojej przyjaciółce, że ja bez marzeń byłabym nikim. I wiecie co? To prawda. Prawda nad prawdami. Nic nie zrobiłabym bez moich marzeń, ani mojej wyobraźni. To one trzymają mnie przy uśmiechniętym życiu. Choć mam świadomość, że te plany mogą się nie ziścić, nie zniechęca mnie to. Chcę próbować i starać się być bliżej marzeń, a nie dalej. Nie chcę w wieku emerytalnym zapłakać nad życiem i mówić krztusząc się łzami, że mogłam coś zrobić, ale tej szansy nie wykorzystałam. Po to mamy młodość, własną nieprzymuszoną wolę, rozum, zainteresowania i marzenia by robić to, co kochamy i co lubimy nie podporządkowując się całej reszcie świata. Wiem, że będą dni, kiedy rzucę stertą zarysowanych i zapisanych kartek, wiem, że nie będzie łatwo, wiem, że pogruchoczę sobie nerwy, ale wiem też, że pozbieram te kartki i zacznę od nowa. Ba! Nawet się uśmiechnę!
Naprawdę lubię pisać o marzeniach, lubię o nich myśleć, lubię o nich mówić.
Od teraz będzie już tylko lepiej. Gorzej już było. Nastał nowy czas - mój czas.
Naprawdę lubię pisać o marzeniach, lubię o nich myśleć, lubię o nich mówić.
Od teraz będzie już tylko lepiej. Gorzej już było. Nastał nowy czas - mój czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz