Naczytałam się różnych postów, notek, zdań i myśli innych ludzi na temat zakochania, czy miłości, ale nikt konkretnie nie określił tego uczucia, a ono przecież na ogół towarzyszy nam w codziennym życiu. Jest wszędzie. Czasami mam wrażenie, że to takie swoiste i zwyczajne uczucie, które można zdobyć w każdej chwili, tak samo jak i pozbyć, niczym pstryknięcie palcami. Ludzie mówią o niej wkoło, zmieniają statusy na facebook'u (hahaha), wspominają o tym, ale czy wiedzą, co to tak naprawdę jest? Bo mi się wydaje, że chyba nie! A może i wiedzą... W sumie, nigdy nie byłam zakochana to skąd mogę wiedzieć, jak to jest? I czym to w ogóle jest. Mówi się o motylkach w brzuchu, wewnętrznym cieple i ucisku w sercu na widok lubego/ lubej. Ej, czy to nie banalne? Po takich odczuciach mamy być pewni, że to osoba, którą kochamy? Ta. To cholernie zabawne. A teraz popatrzcie - podoba Wam się ktoś (przypomnijcie sobie, jak to jest). Macie ochotę widywać tę osobę, rozmawiać z nią, a nawet poznać bliżej i dowiedzieć się, jaka jest na co dzień. Robi Wam się cieplutko na sercu. Hej! To prawie zakochanie! Miłość, zauroczenie, zakochanie, podobanie - ja osobiście wrzuciłabym to do jednego worka. Właśnie zdałam sobie sprawę, jaka kiedyś byłam głuuupiaaaa. Dla jakiegoś bęcwała mogłam zrobić wszystko, żeby go uszczęśliwić, a teraz nie wykupiłabym go zniewoli za złamanego grosza. Widzicie, jakie to oszukaństwo? Boże, jacy my ślepi jesteśmy! Tę miłość wmawiamy sobie bo czujemy się samotni? Chcemy coś przez nią osiągnąć? A może oszukać samego siebie, że jesteśmy dla kogoś ważni, że nie jesteśmy gorsi od innych? Szkoda, że nie pamiętam co czułam te <liczy> 4-5 lat temu. AH! SZKODA! Szkoda, że nie wiem, gdzie są moje zapiski z tamtych lat. Z chęcią bym przytoczyłabym Wam tych kilka słów z życia głupiej Diany. Byłabym w stanie pokazać Wam, jaka miłość (czy zauroczenie) jest ślepe. Wiem, bo przeżyłam to na własnej skórze. To taka "marność nad marnościami". Najpierw coś się pojawia, potem zastanawiamy się, co to jest. Dowiadujemy się o znaczeniu uczucia. Zaczynamy mu ufać, a potem? Potem wszystko pęka, jak bańka mydlana, czy czar, który pryska razem z wybijającą północą na zegarze. Dlatego nie ufam sobie, ani moim uczuciom bo mam świadomość tego, że wszystko z czasem mija i pozostaje tylko przyzwyczajenie. Jeśli ktoś jest teraz zakochany i wie, że to na pewno prawdziwe uczucie - podziwiam bo ja nie wiem, jak to jest. To coś, czego pewnie nie można ubrać w słowo i nie potrafi przybrać żadnej formy.
Pamiętajcie, mi się nie ufa. Jestem szkudnym kotem, który nie patrzy na innych, jest niewdzięczny i chodzi własnym ścieżkami. Wszystko, co jest tu napisane, to tylko słowa. Wy możecie czuć i rozumieć wszystko inaczej.
Z tego wszystkiego nie dowiedziałam się, co to miłość. Myślałam, ze olśni mnie podczas pisania. No, ale jak, skoro nie było się zakochanym?
Hej, boli mnie serce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz