czwartek, 5 stycznia 2012
Zagraj z życiem
Przez ogromne problemy ze snem, mam mnóstwo czasu do myślenia. Wczorajszej nocy pomyślałam o moich marzeniach. Wiecie... Wyjazd do Japonii, kupno Kawasaki Ninja, stworzenie własnej mangi, zdobycie zawodu dziennikarki prasowej, pisanie w gazetach o mandze i anime, bycie popularną. Wiem, to jest naiwne, ale co poradzić, skoro cały czas chodzi mi to po głowie. Takie cele, które obiera sobie każdy z nas, to chyba największy plus i najpiękniejsza rzecz w naszym życiu. Bo co może bardziej uszczęśliwić człowieka, jak spełnienie jednego z marzeń? Od nich wszystko się zaczyna i na nich wszystko się kończy. Nieliczni dostają to, czego pragnął. Nawet Ci, którzy harują, jak woły, wyciskają z siebie ostatnie poty, tracą zdrowie zostają po prostu z niczym. Pustą przestrzenią wokół siebie bo nie mieli czasu na rodzinę, życie, przyjemności. Co wybrać? Zagrać z marzeniami w grę, czy dać sobie spokój i nie ryzykować? No i tu jest pies pogrzebany, ponieważ tu grasz o wszystko (no chyba, ze masz marzenia, które nie kolidują z Twoim życiem. Wtedy masz farta, jak jasna cholera.). Teraz pytanie "Co Ty byś wybrała?". Ja? Marzenia. Nie boję się życia, ani ludzi. Nie boję się o siebie, nie czuje leku przed utratą wszystkiego. To jest właśnie życie. Choć nie należę do ryzykantów i raczej wolę stąpać po ziemi, niż włazić po drabinie, tutaj jednak dałabym się ponieść własnym pragnieniom, nawet, jeśli miałoby to oznaczać definitywny koniec mnie. Tak czy siak skończę, jak reszta ludzi na cmentarzysku, ale przynajmniej umrę z czystym sumieniem, że jednak posłuchałam serca, a nie rozumu. Wtedy moja duszyczka z radością opuści ziemię i pójdzie ku światłu. Choć tutaj w sumie z tą dusza to nie wiem, jakby do końca to było... Ale to już temat na inna notkę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz