Jednak starym i wszystkim dobrze nam znanym przysłowiom trzeba ufać, wierzyć w nie i mieć je na uwadze. W końcu były wymyślone po to, by nie popełniać błędów naszych przodków, przez które zapewne cierpieli, bądź mieli kłopoty. Tylko, jak ich nie popełniać, skoro my ludzie, wszyscy jesteśmy tacy sami? Nie, nie chce Wam ubliżyć pisząc, że jesteście podobni do kogoś, kogo nie lubicie, czy nie tolerujecie. Po prostu, jako ludzie musimy mieć świadomość tego, że nie różnimy się od siebie tak bardzo, ale nie o tym chciałam dzisiaj mówić.
Kiedyś powiedziałam sobie, że nigdy przenigdy nie spotkam się ponownie z kimś. Nie będę nawet z tą osobą rozmawiać, uśmiechać się do niej bo zostałam skrzywdzona. Ciężko było mi się pozbierać. Było mi przykro. Dlatego obiecałam siebie, że nie wybaczę w imieniu księżyca tym, którzy krzywdzą niewinnych. Zabolało mnie bycie "zapominajką", więc postawiłam na bycie twardą, opancerzoną i niedopuszczającą do siebie sentymentów. Niestety. Przysłowie "nigdy, nie mów nigdy" sprawdziło się. Cholera, nie można ufać nawet samej sobie. Choć złożyłam obietnicę do lustra, nie udało się. Wygrał sentyment, "dobre serce", wspomnienia, zapomnienie. Szkoda, że w takich chwilach, nie przypominają nam się złe rzeczy, to jak nas skrzywdzono, jak źle nas potraktowano. Zauważamy tylko pozytywy pogodzenia się i wybaczenia, uśmiechając się do wspomnień dobrych chwil.
Teraz pytanie? Czy żałuję tego? Nie wiem. Żyję w przekonaniu, by nie żałować tego co się zrobiło, czy powiedziało. Zapewne tylko te słowa trzymają mnie jeszcze przy zdrowym rozsądku.
Kiedyś powiedziałam sobie, że nigdy przenigdy nie spotkam się ponownie z kimś. Nie będę nawet z tą osobą rozmawiać, uśmiechać się do niej bo zostałam skrzywdzona. Ciężko było mi się pozbierać. Było mi przykro. Dlatego obiecałam siebie, że nie wybaczę w imieniu księżyca tym, którzy krzywdzą niewinnych. Zabolało mnie bycie "zapominajką", więc postawiłam na bycie twardą, opancerzoną i niedopuszczającą do siebie sentymentów. Niestety. Przysłowie "nigdy, nie mów nigdy" sprawdziło się. Cholera, nie można ufać nawet samej sobie. Choć złożyłam obietnicę do lustra, nie udało się. Wygrał sentyment, "dobre serce", wspomnienia, zapomnienie. Szkoda, że w takich chwilach, nie przypominają nam się złe rzeczy, to jak nas skrzywdzono, jak źle nas potraktowano. Zauważamy tylko pozytywy pogodzenia się i wybaczenia, uśmiechając się do wspomnień dobrych chwil.
Teraz pytanie? Czy żałuję tego? Nie wiem. Żyję w przekonaniu, by nie żałować tego co się zrobiło, czy powiedziało. Zapewne tylko te słowa trzymają mnie jeszcze przy zdrowym rozsądku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz